czwartek, 17 grudnia 2009

Śledzie w occie balsamicznym


Jako że było to w okolicach Wigilii, śledzie właśnie  przyniosłam do domu i zastanawiałam się, jak je w tym roku przyrządzić. Oczywiście lenistwo zwyciężyło, kupiłam takie gotowe płaty, lekko solone. Część zrobiłam klasycznie, z cebulą i w oleju, z dodatkiem octu jabłkowego. A resztę pokroiłam w paski, posypałam świeżo startą gałką muszkatołową i pokropiłam  aceto balsamico, polałam oliwą z oliwek i na samym końcu, pod wpływem natchnienia, dodałam rodzynki i migdały krojone w piórka. Wymieszałam i wstawiłam do lodówki. Niech się dzieje wola nieba. Dwa dni potem odważyłam się spróbować. Dziw, że nie pożarłam wszystkiego na raz. I pojęłam potęgę aromatu aceto balsamico  zwanego także aceto di Modena.


Pisała o aceto balsamico  Agnieszka  Kręglicka  w "Wysokich obcasach". Zaciekawiła mnie opowieśc o occie, który dojrzewa latami w  specjalnych beczkach i którego najlepsze nastawy  sprzedawane są na wagę złota. Na szczęście istnieje także wersja  popularna; nie  tak wyrafinowana, ale i nie tak kosztowna. Traf chciał, że ujrzałam  w sklepie buteleczkę  aceto di Modena. Tani nie był, ale nie potrafiłam się oprzeć, kupiłam. No i oczywiście zaczęłam szukać wspomnianego artykułu na temat. Kamień w wodę. Tak wiec skazana zostałam na własny pomyślunek. I wymyśliłam  chyba nie najgorzej, śledzie zrobiły furorę.

piątek, 11 grudnia 2009

Salsa verde


Mąż dzwoni: kochanie, dzisiaj na kolację zaprosiłem gości, dasz coś jeść? Tak jakbym mogła powiedzeć NIE... Zrobiłam przegląd lodówki, zamrażarki. Znalazłam zamrożonego dorsza, sałatę ,  pęczek zielonej pietruszki. Dorsza rozmrażałam w zalewie z wody, soli i odrobiny octu jabłkowego. Na patelnię wlałam wodę z białym winem i w tej kapieli zanurzyłam pokrojoną w wąskie paski rybę. Przykryłam pokrywką, niech mruga.

 Bo  wymyśliłam - to ten pęczek pietruszki - że zrobię wreszcie salsa verde , który przyuważyłam    kiedyś  w  książce  Tessy  Caponi - Borawskiej.  Autorka  co  prawda   każe w dzieży składniki rozcierać, ale ja po prostu wrzucałam do malaksera: pokrojony z grubsza pęczek zielonej pietruszki, dwie łyżki kaparów, mały kiszony ogórek,  dwa jajka na twardo wstępnie pokrojone ( ogórek zresztą też), pół tuby pasty anchovies  i pusciłam maszyne w ruch. Przez "kominek" dolewałam powolutku oliwę.

 Potem tylko oblizywałam palce. A, dodałam jeszcze coś, czego w przepisie nie było: łyżkę zielonego pieprzu z zalewy. Nie było wyjścia - tło musiało być delikatnie obojętne. Więc dostali goście ryż gotowany w "dużej wodzie" bez soli, rybę duszoną w winie i do tego gęsty, pachnący pikantny sos.

sobota, 5 grudnia 2009

Solanki

Mój ukochany od zawsze uwielbiał solanki. Polowałam na nie w piekarniach, w punktach sprzedaży, ale nie było to proste. Przed pracą - nie bardzo miało sens, bo trzymanie ich w torebce powodowało zwilgotnienie soli i cały urok chrupiących kryształków szlag trafiał. Po pracy... proszę pani, o tej porze????
Po latach takich podchodów, kiedy to czasami trafiałam na "solanki" z ciasta mlecznego posypane miałką solą ( są wielbiciele i takich), zaczęłam własne próby wypieku. Eeee, hmmm.
Pytałam, szukałam, próbowałam. Stwierdziłam przy okazji, że najtrudniejsze są  te najprostsze wypieki: zwykły chleb, zwykłe bułki ( nadal nie wychodzą mi takie jakbym chciała).
W końcu trafiłam na  przepis Kariny.
REWELACJA! Właśnie takie o jakie cały czas chodziło, zwyczajne, chrupiące, baaardzo smaczne.





Nieco zmieniłam proporcje po pierwszym podejściu, bo ciasto wydało mi się za twarde.
Wzięłam 450 g maki pszennej 650, 1 żółtko ( białko odłożyłam do posmarowania solanek, żeby kminek i sól się przykleiły), pół szklanki mleka,pół szklanki wody, 10 g świeżych drożdży, łyżeczka soli.Ciasto wyrobiłam i odstawiłam do wyrośnięcia. Jak już sie zrobiło podwójne, przełożyłam na stolnicę, wyrobiłam i podzieliłam na dwa kawałki. Rozwałkowałam, przekroiłam promieniście na 8 częsci i posmarowawszy olejem ( żeby sie nie skleiły za bardzo w  zwojach) zwinęłam solanki. Ukladałam na wysmarowanej olejem blasze. Kiedy piekarnik doszedł to 250 stopni C, posmarowałam napuszone w międzyczasie solanki pozostawionym bialkiem roztrzepanym z łyżeczką wody, posypałam kminkiem i gruboziarnistą solą . Rodzaj soli jest bardzo ważny! Sól drobna, jodowana, warzona, absolutnie się nie nadaje, wypiek robi się gorzki.
Dziękuję, Karino, bardzo Ci dziękuję.





środa, 2 grudnia 2009

Leniwe pierogi i surówka z marchwi

Absolutnie żelazny zestaw u nas w domu, jedno bez drugiego nieważne. Dwie niesłychanie proste w wykonaniu potrawy, które - o losie! - nie wychodzą mojej córce. Dla niej więc te słowa.


Twaróg półtłusty ( jakieś pół kilo) pokroić w kostkę i wrzucić do malaksera ( albo przepuścić przez maszynkę, albo użyć !rozpusta!gotowego mielonego). Dodać całe jajko i odrobinę soli i mąkę. Zamiesić ( tak, wiem, nie podaje proporcji, ale twaróg bywa różnie odciśnięty to i mąki różnie  trzeba). Podsypując robić długie wałeczki o średnicy ok 2 cm, po czym każdy wałek "potikać " z obu stron ( tępą stroną noża odcisnąć kratkę - klasyka) i kroić skośne kluseczki, wrzucać na osolony wrzątek i gotować jeszcze chwilkę po wypłynięciu.Podawać - ha, co dom to obyczaj; są tacy co z cukrem, ze śmietaną, u nas z tartą bułeczką na maśle zrumienioną.


A do tego zetrzeć na drobnej - ale nie ziemniaczanej! - tarce marchewkę, dodać troszkę cukru i sporo soku z cytryny , dobrze wymieszać, podawać po godzinie najmniej, żeby  się przegryzło.
I to już wszystko. Smacznego, córka!