środa, 27 kwietnia 2011

Mazurek kawowy - kolejne wersje, specjalnie dla Margot

Mazurek kawowy stanowi dla mnie niewyczerpany rezerwuar korcenia: "Co by tu jeszcze spieprzyć, Panowie.. Co by tu jeszcze ?" jak pisał Młynarski.
Mazurek kawowy być musi, mój najmilszy nie odpuści.

W tym roku miałam wizję grylażowo - kawowego zainspirowaną tortem ormiańskim. Zrobiłam grylaż migdałowy.

Tak wyglądał mój karmel zdjęty z ognia, wrzuciłam do niego płatki migdałowe, wymieszałam i wyłożyłam na papier do pieczenia, żeby stężał.
Młynek do kawy nieco protestował, ale w końcu odsiałam większe kawałki, a drobnicę złożyłam w osobnym słoiczku.




Kombinowałam dalej. 
Kupiłam opakowanie mascarpone, kawę rozpuszczalną zmoczyłam odrobiną wody i wymieszałam, dodając drobnicę grylażową.
Gotową masę rozsmarowałam na bezowym spodzie.

Całość powlekłam polewą kawową z dodatkiem żelatyny podpatrzoną na cincin i posypałam  grubym grylażem.

Może i byłabym zadowolona, gdyby mazurek był podawany od razu. Postał dwa dni i zmiękł. Drobnica grylażowa rozpuściła się w mascarpone i straciła słodycz i wdzięk, pozostały denerwujące drobiny czegoś twardego. Dla mnie nie do przyjęcia. 
Potem stwierdziłam że  przechowywany w lodówce jest bardziej zwarty, ale mimo wszystko - nie  jest to powód do chwały.

Za rok zrobię na kruchym spodzie i z kremem maślanym, a grylaż z orzechów laskowych. Ale z polewą żelatynową.




Druga wersja miała lepsze notowania.
10 dni przed godziną zero zrobiłam mazurek kawowy, który mógł spokojnie poleżeć: kruchy cienki spód, lukier gotowany - do którego wrzuciłam kopiate dwie łyżki mielonej kawy i łyżkę masła po zdjęciu z gazu - z grubo siekanymi, podprażonymi na suchej patelni orzechami włoskimi.
Kotkubina była zachwycona. Mnie też jakoś się bardziej widzi.

10 komentarze:

  1. No cóż, życie nie skałada się z samych sukcesów...ale ileż się można nauczyć z małych porażek:)
    Niech no tylko wspomne moje...nie...może jednak nie;p

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. To ja zaklepuję kawałek drugiej wersji.Dla mnie pycha!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. to jak dla mnie , to się częstuję , tą druga wersja , ba więcej zapiszę sobie przepis
    Ta druga wersja to lukier ma gotowany , taki z wody i cukru , czy bardziej taki kajmakowy z mleka i cukru ?
    Toć jest teraz czas wielkanocny , chyba wolno jeszcze mazurki piec ?!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Lukier z wody i cukru, jak zrobisz z mleka to ci wyjdzie bardziej cafe latte :); kawa sie miala w tym zaparzyc - i zaparzyla, a maslo zmiekczylo polewe. Orzechy nadaly smak i odjely nadmiernej slodyczy.

    Czekam na wyniki Twojego eksperymentu - bo nie odpuscisz, prawda?

    A co do grylażu - dobrze mu robi pare kropel octu winnego lub soku z cytryny kapnięte do masy zdjemowanej z ognia.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. a ja tak dumam , jakby takie upiec dwa miodowe cienkie warstwy, przełożyć kremem mamowym lub z mascarpone i wierzch już ten lukier kawowy z masa orzechów?
    Hm, taka cafe latte może być fajna z orzechami :DDD

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. smaczne moze byc, tylko dla mnie przestaje byc mazurkiem , hrehre

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. że przełożone?Mazurki przecież maja jakieś masy czasami , zresztą w tym pierwszym na bezowym , była masa , potem polewa , tu tak będzie samo tylko, masa by była miedzy dwoma cieniutkimi jak wafel ciastami .
    Jak nic byłby nadal mazurek :D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. e teraz chyba zrobię inaczej , mam w lodówce dwie resztki ciasta(jedno z piwem , drugie klasyczne kruche), upiekę dwa cieniutkie blaty , przełożę powidłami i reszta jak u ciebie

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. Pyszny! Kawowe mazurki to moje ulubione!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. upiekłam , wysłałam @ z zdjęciami

    OdpowiedzUsuń na zawsze